Skocz do zawartości

tamburyn

Nowy użytkownik
  • Postów

    4
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Samochód

  • Auto
    Scenic II
  • Silnik
    1,6 16v
  • Przebieg (tys.km)
    150

Osiągnięcia tamburyn

Nowicjusz

Nowicjusz (1/14)

  • Pierwszy post
  • Tydzień pierwszy skończony
  • Miesiąc później
  • Po roku
  • Starter

Najnowsze odznaki

0

Reputacja

  1. Jakiś tutorial znajdę tutaj na forum? Z bratem wielokrotnie grzebaliśmy w starszym Espace, więc Scenic może też podejdzie W najgorszym wypadku zrobi to ktoś za mnie
  2. Myślisz, że alternator wyzionął już ducha? Gdyby jakimś cudem był sprawny to jest opcja wymienić same łożyska? Pasek też by wypadało zmienić? Orientujecie się może czy w warunkach domowych da się dokonać takiej naprawy czy muszę mechanika z kanałem szukać? Cóż poradzę, teraz to po ptokach Mogłem też zostawić samochód i go doholować później do domu. Wyszło jak wyszło Tak to jest jak się człowiek spieszy. Przestajesz myśleć racjonalnie Mam nadzieję, że to "tylko" ten alternator
  3. Witam serdecznie, to mój pierwszy post na forum Opiszę na wstępie co się podziało. A podziało się nieciekawie :/ Samochód to Renault Scenic II, 2004r 1,6 16V. Wczoraj po przyjeździe do pracy i zgaszeniu samochodu poczułem dym wewnątrz samochodu. Po otwarciu maski kopciło delikatnie z okolic alternatora. Po pracy wsiadłem do samochodu i odpaliłem. Musiał niestety zakręcić 2 razy co wcześniej się nie zdarzało. Przy wycofywaniu z parkingu wyświetliły się kontroli Stop i Service. Zdezorientowany wróciłem na miejsce parkingowe i kontrolki zniknęły (nie gasiłem samochodu). Ruszyłem w drogę. Po około kilometrze usłyszałem jakieś metaliczne dźwięki spod maski, jakby coś o coś tarło. I znowu kontrolki. Zatrzymałem się na poboczu. Alternator kopcił znowu. Zadzwoniłem do mechanika, który po opisie sytuacji stwierdził, że prawdopodobnie strzeliło któreś z łożysk i żebym mimo to wsiał w samochód i pojechał dalej. W najgorszym wypadku stracę pasek. Do domu około 10 km. Niestety już nie odpaliłem. Auto próbowało zakręcić ale nic z tego. Wysypywało mi kontrolki + trzeszczenie "ręcznego". No i padł akumulator. Mechanik stwierdził, że padł alternator. Jako, że dystans niedaleki zalecił odpalenie samochodu na kablach. Szczęśliwie znalazła się osoba, która pomogła. Ruszyłem w trasę. Oczywiście znowu kontrolki, Stop, Check wszystko co się da i przy tym brak wspomagania. Po około 2km, auto odżyło. Wszystko wróciło do normy, wspomaganie się pojawiło. Niestety nie na długo Po kolejnych 4km znowu kontrolki i brak wspomagania. Zatrzymałem się podniosłem maskę i dymiło, ale jako, że do domu niedaleko ruszyłem ostrożnie. I za chwilę znowu wszystko OK. Ostatnie 2km to cały czas z górki więc wyluzowałem. No i auto zgasło. Do domu dojechałem. Uff. Przy domu po otwarciu maski stwierdziłem, że pasek sporo się przytarł. Mam swoje przemyślenia na ten temat, ale proszę, jeśli na podstawie tego opisu potraficie określić co mogło się stać to napiszcie. Serdecznie pozdrawiam Panów policjantów, którzy na moje szczęście zajęli się samochodami jadącymi z przeciwka podczas kiedy ja niekoniecznie (chyba, bo mrugali mi ostro) jechałem bez jakichkolwiek świateł
×
×
  • Dodaj nową pozycję...