Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. fourier Opublikowano 21 Stycznia 2017 Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Udostępnij Opublikowano 21 Stycznia 2017 Temat może nie jest bezpośrednio związany z forum ale to co będzie niżej opisane może spotkać każdego. Mam nadzieję że administracja forum będzie wyrozumiała i nie skasuje tego tematu. Na wstępie chciałbym poinformować że nie jestem jakimś mega miłośnikiem zwierząt - od sałatki wole kotleta, a jak widzę psy sra... na chodnikach to... ciśnienie mi się dźwiga. Dwa dni temu jadąc samochodem zdziwiłem się że auto z naprzeciwka miga mi długimi i awaryjnymi (pomyślałem że jakiś znajomy od brata czy coś?). Po przejechaniu około 20 m patrze a na drodze "coś" leży, pomyślałem że kupka lodu oderwała się z naczepy tira. Omijam szybko a to coś paruje... ojciec "lisa rozjechało" "chyba jednak sarna..." (okazało się że młodziutki koziołek). Zatrzymałem się, awaryjne, ojciec pobiegł zobaczyć i krzyczy "sarna i jeszcze żyje...". Koleś co ją przybrał podjechał i "Panowie bierzcie ją bo ja nie mam co z nią zrobić... Jakby coś to ja nic nie widziałem..." "No a co my mamy z nią zrobić?". Ojciec wrzucił ją do bagażnika żeby jakiś tir jej nie rozwalił na mielone, a po drodze do domu (jakieś 1,5 km) pomyślałem żeby jechać do znajomego leśniczego, który jest myśliwym (może coś pomoże bo na pewno miał już taki przypadek). Nie było go w domu i nikt z rodziny nie odbierał tel więc z powrotem do domu. Noc więc nie chciałem jeździć po weterynarzach bo nikogo w okolicy nie znam. Otwieram bagażnik - sarna żyje ale wydaje jakieś dziwne odgłosy (kurde trzeba będzie znaleźć myśliwego żeby ją dobił). Naszykowaliśmy sarnie posłanie i wodę w stodole żeby nie leżała na betonie. Nie było widać żeby gdzieś mocno krwawiła czy była rozwalona, jedynie trochę zadrapana pod okiem. Po dwóch godzinach oddzwonił znajomy że jak na następny dzień dojdzie do siebie to wypuścić do lasu a jak padnie to zakopać... Zacząłem szukać na necie co i jak- większość informacji jakie znalazłem to "złamana noga - po sarnie". Poszedłem za jakieś 2 godziny a sarna jakimś cudem przeczołgała się jakieś 2m z posłania na beton. Podniosłem ją łapy wyprostowała ale nie potrafiła na nich ustać. Z powrotem na legowisko, obok woda i pokrojone jabłka - nic nie chciała jedynie wydawała taki odgłos jakby gryzła cos twardego co pękało. Przejrzałem i obmacałem łapy ale nie było widać/czuć żeby miała coś złamane. Rano poszedłem do niej znowu leżała na betonie... W drodze z roboty kupiłem mleko i marchew - też nic nie chciała. Przebrałem się i o 14 do weterynarza (wcześniej zamknięte) z sarną w bagażniku. Przede mną była jakaś para ze psem więc nawet nie chciałem otwierać bagażnika puki się nie zmyją (szkoda stresować sarnę). Mówię babce że mam nietypowy problem - babka trochę się przestraszyła bo "nigdy nie miałam żywej sarny". Pomogła mi przenieść koziołka do zabiegowego. Po obejrzeniu okazało się że ma złamaną prawą przednią łapę (otwarte złamanie) w udzie (chyba tak to się nazywa) i to w takim miejscu że nie było szans na początku tego zobaczyć. Babka zdezynfekowała ranę, założyliśmy opatrunek i... "nie wiem co z tym zrobić bo nikt w okolicy nie zajmuje się dzikimi zwierzętami". Nosz zaje.... zaś same problemy. "Jest jakaś lecznica ale chyba w okolicach Cieszyna i musiałby Pan ją sam zawieźć. Mogę Panu dać nr tel" "Niech Pani tam zadzwoni a ja ją zabiorę do auta i zawiozę gdzie trzeba". Do Cieszyna mam 160 km w jedną stronę ale co tam... Babka poszukała na necie nr tel do ośrodka, który zajmuje się dzikimi zwierzętami po kolizjach itp i zadzwoniła do tego kolesia. Podobnie jak ja chyba była trochę w szoku bo zamiast zapytać o dokładny adres zapytała tylko o miejscowość - na szczęście okazało się że zamiast do Cieszyna muszę jechać do Mikołowa (jakieś 80 km ode mnie). Zadzwoniłem do kolesia żeby dowiedzieć się kiedy mogę ja zawieźć (nie ukrywajmy trochę zależało mi na czasie bo jazda z padniętą sarną w bagażniku raczej nie należałaby do przyjemności). Umówiłem się że biorę sarnę od weterynarza i jadę prosto do niego. Sarna dostała 3 zastrzyki (po jednym zaczęła wierzgać i rozwaliła opatrunek). Weterynarz pomogła mi z załadowaniem sarenki. Pytam ją ile płace, a Ona że nic i mimo moich nalegań nie wzięła ani złotówki (przed wyjazdem z domu mama do mnie z tekstem "wiesz ile będziesz płacić? kto Ci da na to kasę? leśniczy? trzeba było wrzucić ją do rowu albo lasa..."). Po drodze zatrzymałem się na stacji benzynowej czy nie padła po drodze ale na szczęście żyła. 1,5 godziny drogi, zajechałem do "Leśnego Pogotowia", wyszedł po mnie koleś, z którym rozmawiałem przez tel. W skrócie to stwierdził że ostatnimi czasy to jakaś masakra z tymi sarnami bo pół godziny przede mną ktoś też przywiózł sarenkę z wypadku (podobno w lepszym stanie niż ta moja). Koleś poszedł po nosze ale nie umiał ich znaleźć więc wział sarnę na ręce i zaniósł do siebie. Po powrocie zaczęliśmy rozmawiać o sarnach na drodze o tym czym się zajmuje itp. Okazało się że w tym sezonie ta moja była 43. Z 41, które były wcześniej przeżyło 16. Połamane łapy to jeszcze nie jest problem (zakładają im gips itp)- gorzej, podobnie jak u nas, gdy występują obrażenia wewnętrzne. Jeżeli sarna wytrzyma tydzień to raczej przeżyje. Powiedziałem że nie chciała nic jeść i pić - podobno standardowy objaw u saren po wypadku. To "chrupanie" które wydaje to... sarna zaciska tak mocno zęby z bólu (Ciekawostka - u ludzi też jest coś podobnego. Podczas pierwszych amputacji, gdy nie stosowano narkozy ani mocnych środków przeciwbólowych pacjentowi do ust wkładano drewniany kołek żeby... zęby mu nie popękały przy ich zagryzaniu). Było już ciemno ale koleś pokazał mi wybieg ze sarnami - jeżeli po rehabilitacji sarny nie wydobrzeją (będą kuleć albo mają ogólne problemy) to zostają u nich, jeżeli dojdą do siebie to są wypuszczane na wolność. Zapytałem o inne zwierzęta - "no mam około 150 gatunków..." więcej pytań nie miałem. Mam zadzwonić za kilka dni żeby dowiedzieć się czy przeżyła. W sumie to... wydałem 40 zł na paliwo więc żadne pieniądze (najwyżej na następnej imprezie wypije 2 drinki mniej), a mam czyste sumienie że nie zostawiłem sarny na drodze żeby ją coś dobiło ani nie czekałem aż zdechnie w stodole. Jeżeli ktoś miałby podobny przypadek i nie wiedziałby co ma zrobić ze sarną - najlepsze rozwiązanie to prosto jechać do tego faceta. Jeżeli komuś jest szkoda kasy na paliwo to może przed transportem zadzwonić do siebie na gminę i powiedzieć co i jak. Gmina powinna zwrócić koszty transportu. Dane do faceta: Jacek Wąsiński Mikołów, ul. Kościuszki 70 tel. 605 100 179 http://www.lesnepogotowie.pl/ https://www.facebook.com/lesnepogotowie Co to samego tematu wypadków ze sarnami- my jako kierowcy obwiniamy zwierzynę (Sam mieszkam w takich okolicach że za każdym razem jadąc po zmroku mijam przy/na drodze kilka sztuk. Oprócz tego na jezdnię wychodzą u nas jelenie, czasami zdarzy się łoś albo... koń z pobliskiej hodowli. W zeszłym roku miałem takie spotkanie ze sarną że przez kilka minut nie umiałem dojść do siebie) ale... to my jesteśmy intruzami na obszarach, które one zamieszkują. Duża część wypadków jest z naszej winy (jadąc wieczorem z pracy drogami biegnącymi przez las w miejscach gdzie zawsze wychodza sarny mam na liczniku max 70, a wszyscy mnie mijają z prędkościami autostradowymi). To że rozwalimy zwierzę to jeszcze pół biedy - pomyślmy o sobie, dziewczynie/żonie i dzieciach - "Waszemu tacie wyleciała sarna i uderzył w drzewo... ale był z niego dobry człowiek, który na pewno dalej was kocha". 2 tyg temu w moich okolicach na leśnej drodze samochód rozwalił idącego poboczem kolesia bo kierowca nie umiał zapanować nad kierownicą przy śniegu na drodze. We mnie 2 lata temu we Wigilię Bożego Narodzenia na łuku drogi wjechał koleś (na szczęście jechałem samochodem, a nie jak mi się zdarza rowerem), który wyprzedzał tira (podwójna ciągła, gołoledź że na drodze można było jeździć na łyżwach). Po wyjściu z auta "ja Pana bardzo przepraszam ale Pana nie widziałem..." nosz kur... jak zza łuku i tira można coś widzieć... Auto do kasacji... Święta... nikomu nie życzę czegoś takiego. Moją wypowiedzią nie chce atakować kogokolwiek, a zamieszczam ją żeby ktoś, kto będzie w podobnej sytuacji (nikomu tego nie życzę) nie musiał kombinować co robić ;) 5 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Michal_C Opublikowano 21 Stycznia 2017 Udostępnij Opublikowano 21 Stycznia 2017 Dobra robota. Mi kilka razy przed maskę wyskoczyła zwierzyna, na szczęście nigdy nie trafiłem (nie żebym celował). Numer sobie zapisałem to faceta, bo daleko nie mam. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
ol14 Opublikowano 21 Stycznia 2017 Udostępnij Opublikowano 21 Stycznia 2017 Duże uznanie za taką postawę i skuteczne działanie. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
fourier Opublikowano 21 Stycznia 2017 Autor Udostępnij Opublikowano 21 Stycznia 2017 (edytowane) Czy skuteczne to niestety jeszcze nie wiem. Pod koniec tygodnia chcę do niego zadzwonić i zapytać czy przeżyła (mam nadzieję że tak). Pytanie do administracji - czy istnieje możliwość "przyklejenia" tego tematu albo jakiegoś wyróżnienia żeby nie zaginął? Spotkanie ze sarną na drodze jest dosyć stresujące i człowiek nie wie co ma zrobić, a trochę bez sensu jeździć tak jak w moim przypadku po leśnikach. Edytowane 21 Stycznia 2017 przez fourier Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
MarcinDe Opublikowano 22 Stycznia 2017 Udostępnij Opublikowano 22 Stycznia 2017 Uznanie za postawę - co do leśników - jeśli pojedziesz ze zwierzyną po wypadku zazwyczaj odstrzeliwują. Oni nie chcą bawić się w lekarzy (rzadko się trafi takiego co próbuje ratować). Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
fourier Opublikowano 25 Stycznia 2017 Autor Udostępnij Opublikowano 25 Stycznia 2017 Gdyby ktoś był zainteresowany - dzwoniłem dzisiaj do Pana Jacka - sarenka podobno przeżyła :) 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
janusz199 Opublikowano 21 Lutego 2017 Udostępnij Opublikowano 21 Lutego 2017 W takich sytuacjach odradzam dzwonienie na policję. Narobimy sobie kłopotów, a i tak na koniec odejdziemy z kwitkiem. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
lukasfenix Opublikowano 30 Marca 2017 Udostępnij Opublikowano 30 Marca 2017 fourier postąpiłeś bohatersko. Wielki szacunek! Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
TOJO Opublikowano 11 Kwietnia 2017 Udostępnij Opublikowano 11 Kwietnia 2017 Dopiero teraz przeczytałem .....człowieku mega szacunek dla Ciebie ,coś pięknego ,pamiętaj dobro zawsze wraca !!!!!! pozd Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
stencel2004 Opublikowano 12 Kwietnia 2017 Udostępnij Opublikowano 12 Kwietnia 2017 Ukłony w Twoją stronę! Dobrych ludzi poznaje się po ich stosunku do zwierząt - tak mawia mój teść, i coś w tym jest. Super postawa, nic tylko podziwiać. Szacunek dla Ciebie!! Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
renio20 Opublikowano 13 Kwietnia 2017 Udostępnij Opublikowano 13 Kwietnia 2017 Wow! Chylę czoło! Oby więcej takich ludzi Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.