Prędkość ok 70-80km/h więc nie bardzo szybko. Dach to też sprawka łosia bo on był naprawdę duży i podejrzewam , że głową uderzył w dach. Stwierdzam tak ponieważ przy uderzeniu na szybie widzieliśmy tylko jego bok. Poza tym, sami wiecie , że w scenicu siedzi się dosyć wysoko a ja patrząc na niego miałem głowę zadartą do góry. Jak zobaczyłem , że już go nie miniemy to powiedziałem lub krzyknąłem (nie pamiętam dokładnie) "ja pi.......ę" z myślą, że już jest po nas. Zaś co do poduszek policjant powiedział , że możliwe , że nie wystrzeliły dlatego bo nie było uderzenia w przód auta tylko od razu wpadł na szybę. Myśmy zderzakiem go tylko podcięli - jego nogi kończyły się tam gdzie w scenicu zaczyna się szyba. Moim zdaniem gdy jechaliśmy z wyżej wymienioną prędkością i żona jeszcze chwilę wcześniej zaczęła hamować to nie było takiego szarpnięcia, a przynajmniej ja tego nie poczułem i śladów na ramieniu też nie mam. Nadmienię też , że silnik nadal pracował bez zarzutu więc większość uderzenia przyjęła przednia szyba wraz z dachem. Szczęście też , że słupek od kierowcy wytrzymał bo inaczej raczej moja żona by z tego nie wyszła. Wracając do zniszczeń auta to dzieła dopełnił rów, w który wpadliśmy - to on złamał oś (lub jakieś inne elementy układu kierowniczego) z lewej strony, połamał całe nadkole, reflektor, zbił szybę boczną i przerysował cały bok.
Łoś trafił się na drodze krajowej nr 72, między Turkiem a Uniejowem, a dokładniej w lesie niedaleko Smulska. Tam częste są kolizje z dziką zwierzyną bo jest tam Park Krajobrazowy, niedaleko płynie Warta. Niedaleko mamy działkę i często jeździmy i jelenie/ sarny widziałem nieraz ale łosia nigdy. Co do żony to była w szoku ale urazu do auta nie dostała bo od razu w Łodzi w ten sam wieczór wsiadła za kółko auta swojej mamy.