Nie rozumiem z jakiego powodu samochody elektryczne są uważane za ekologiczne. Jeśli policzyć sprawność wytwarzania prądu w elektrowni (optymistycznie 50% w praktyce niewiele ponad 40%), ogólną sprawność sieci energetycznej (ok 70%), sprawność akumulatorów (grzeją się podczas ładowania i użytkowania, marnując energię) - różna w zależności od technologii i spadająca z wiekiem oraz kilka innych czynników (wysoka masa pojazdu wyposażonego w elektryczny zespół napędowy itp) okaże się, że sprawność wykorzystania energii w samochodach elektrycznych nie przekroczy 15-20% czyli mniej niż w przypadku silnika spalinowego w przeciętnym punkcie charakterystyki (30-35% w optymalnym punkcie). Wniosek jest prosty - ekologiczniej jest spalić paliwo w silniku niż w elektrowni, zamieniać na prąd, transportować, magazynować i zużywać.
Ekonomiczny aspekt też jest wątpliwy, dzisiejsze technologie wytwarzania akumulatorów są na tyle niedoskonałe, że nie rokują na rychłe, masowe wykorzystanie ich w pojazdach. Koszt wymiany zużytych akumulatorów po bardzo krótkim czasie użytkowania jest zabójczy. Zasięg samochodu elektrycznego również pozostawia wiele do życzenia.
Nie chcę nawet myśleć o akcyzie na prąd, która zostanie nałożona w przyszłości, gdy każdy będzie sobie chciał ładować samochód z sieci w domu oraz o walkach związanych z energetyką, które w przyszłości mogą mieć w stosunku do prądu taki sam wymiar jak dzisiaj w stosunku do ropy naftowej.